Pierwszy Chlebek

Pomysł zrobienia własnego chleba w mojej głowie pojawiał się już wiele razy, ale nic z tym nie robiłem z powodów wszelakich. Od prawdziwych, które uniemożliwiały mi się tym zająć, aż po zwykłe wymówki dla lepszego samopoczucia.

Początek roku 2020 skutecznie sprawia, że przebywając w domu szuka człowiek różnych rozrywek, tak by się czymś zająć. Najlepiej jakby to było coś produktywnego, ale ciężko oczekiwać wielkich atrakcji i frajdy przy sprzątaniu. A skoro już się przemogłem i zrobiłem schabik a’la dojrzewający, to warto pójść za ciosem i spróbować czegoś nowego.

Mąka, woda i czas. Nic więcej nie potrzeba, aby zrobić własny zakwas. Brzmi prosto? Dlatego właśnie się zdecydowałem spróbować. Czas jaki potrzebowałem na zrobienie pierwszego w życiu zakwasu to 5 dni. Dodaj mąkę, zalej wodą, jutro zrób to samo.

Po pierwszej dobie nie było widać dużej aktywności w zakwasie, ale pojedyncze bąbelki były. Winna najprawdopodobniej była za niska temperatura. Niby optymalna dla zakwasu to 25°C-30°C, ale specjalnie grzać w kwietniu nie mam najmniejszego zamiaru.

W ciągu dnia ratunkiem jest postawienie zakwasu na parapecie, by słońce nagrzało słoik i poprawiło warunki rozwoju. Wieczorem było po terapii słonecznej zdecydowanie więcej bąbelków. Znaczy diagnoza, że winna była niska temperatura jest prawidłowa. A co z nocą? Szkoda zmarnować ten postęp. Już chciałem się poddać i pogodzić, że co noc zakwas nie będzie się rozwijał, lub w końcowym efekcie mi się nie uda.

Ale jednak mam takie jedno miejsce, gdzie zawsze jest ciepło. Na dodatek te ciepło jest zwykłym odpadem. Odpadem, który jest bolączką elektroniki i informatyki, którego utylizacja jest jednym z największych kosztów w firmach IT typu data center. Pracujący komputer wydziela dużo ciepła. Podczas intensywnej pracy bardzo dużo ciepła. Znaczy, że za nim jest idealne miejsce dla zakwasu. Rano w zakwasie było sporo bąbelków, znaczy dobra lokalizacja. Jeśli coś jest głupie, a działa, to nie jest głupie. I chyba to jest pierwszy w historii przypadek takiego wykorzystania komputera…

Po pięciu dniach walki z zakwasem, pełnych niepewności i emocji nadeszła chwila prawdy. Czy zakwas się udał? Nie miałem pojęcia, trzeba zrobić zaczyn na chleb i to sprawdzić. Zdecydowałem się na chleb pszenno-żytni, wypiekany w foremce keksówce. Na pierwszy chleb wydało mi się to najlepszym rozwiązaniem. Nie martwisz się odpowiednią gęstością ciasta i czy chleb utrzyma swoją formę. Zakwas zmieszany z mąką żytni i pszenną, wodą i solą. Trochę czekania i można wstawić ten twór do piekarnika.

Jak na pierwszy chleb rezultat przerósł moje oczekiwania. Co prawda nie jest mocno wyrośnięty i nie zapełnił w całości foremki, ale się upiekł. Nie dość, że pachnie zabójczo to i smakuje świetnie. Cała Brygada R3 pałaszowała, aż się uszy trzęsły. A po nasmarowaniu serkiem śmietankowym ze szczypiorkiem to już boskość. Cóż mogę więcej dodać, niż to, że zaczyn na kolejny bochenek się już szykuje na jutro…

Tagi: ,

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *