Chlebek stop

Nie planowałem dodawać następnego wpisu poświęconego mojemu chlebowi. Planowałem co innego tu zamieszczać, nie zaś o chlebie, czy o innym jedzeniu, wszak to nie ma być strona kulinarna.

Po ostatnim wypieku zrobiłem sobie przerwę. Chleb trzeciego dnia zaczął twardnieć, ale nadal był smaczny. Po pięciu dniach był bardzo twardy na zewnątrz, ale nadal jadalny i całkiem smaczny, oczywiście po odcięciu skórki. Został mi mały kawałek na dłużej, ale był jak kamień. Co ciekawe zero śladów pleśni, czy zepsucia, choć jest bez konserwantów. Kupowany chleb zazwyczaj był już czerstwy i ze śladami pleśni po takim czasie.

A zakwas? Trzymam go w lodówce, więc jest uśpiony i aby nie umarł, co 4 dni dodaje łyżkę mąki oraz wody. Sądząc po zapachu ma się świetnie, zapach jest dużo przyjemniejszy niźli wcześniej. Nawet uzyskał lekki piwny zapach, czyli dzikie drożdże się rozwijają. Przed wznowieniem wypieku, trzeba go aktywować, ale to nie problem.

Chciałem upiec kolejny chleb, a tu niespodzianka. Blacha nie nadaje się do użytku, cała we rdzy. Po każdym wypieku, była dokładnie ręcznie myta i wycierana do sucha. Nadal jestem w szoku, że wystarczyło tylko kilka dni by była w tak tragicznym stanie. Tak, kupiłem najtańszą blachę i inwestować w lepszy sprzęt nie chciałem. Nie wiedziałem, czy do wypieku dojdzie, dopiero planowałem zakwas stworzyć.

Mogę to doprowadzić do stanu używalności, cola dobrze sobie radzi z rdzą, ale szkoda mi czasu (i coli) oraz wole nie ryzykować i się nie zatruć. Przez chwile nawet chciałem dać sobie spokój z wypiekami, ale mam jeszcze 6 kilogramów bardzo dobrej mąki i szkoda by się zmarnowała. Trudno. Trzeba kupić lepszy sprzęt i tyle…

Tagi: , , ,

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *